Wrocław, 9 lipca 2015
Parzący problem na Dolnym Śląsku Silne poparzenia, reakcje alergiczne, choroby narządów wewnętrznych, nowotwory, a nawet śmierć – o skutkach kontaktu z toksyczną rośliną mówi się ostatnio w całym kraju. Wszystko z powodu inwazji barszczu Sosnowskiego, który z łatwością zadomowił się w Polsce i każdorazowo wywołuje postrach również wśród mieszkańców Dolnego Śląska. Czy rzeczywiście jest taki groźny?
Na terenie Polski możemy spotkać dwa gatunki obce barszczu. Pierwszy z nich to barszcz Sosnowskiego. Został sprowadzony z Kaukazu w połowie XX wieku w celach pastewnych. Kolejny gatunek to barszcz Mantegazziego, również przybył do nas z Kaukazu, lecz już jako roślina ozdobna i miododajna. Wkrótce wkradły się w rodzime ekosystemy i zajęły je w niekontrolowany sposób.
Obecnie we wschodniej Europie mamy do czynienia z inwazją barszczu Sosnowskiego. Jest to pozostałość po gospodarce prowadzonej w krajach bloku wschodniego. W ciągu kilku lat gatunek opanował całe areały wypierając przy tym rodzime gatunki i degradując środowisko. Na zachodzie głównym problemem jest barszcz Montegazziego. Jednak tam problem jest dużo mniejszy, ponieważ podejmowane są działania mające zniszczyć stanowiska rośliny i zapobiegać ponownemu odradzaniu.
Dr Zygmunt Dajdok z Instytutu Biologii Środowiskowej bada rośliny inwazyjne. – To niezwykle odporna roślina. Łatwo rozprzestrzenia się z wiatrem i z wodą. Nasiona mają długą zdolność kiełkowania, mogą przebywać w glebie nawet pięć lat. Zwalczanie jest bardzo trudne. Obecnie wykorzystuje się metody mechaniczne, polegające na usunięciu części naziemnej i podziemnej, a także chemiczne, lecz nie przynoszą one oczekiwanych rezultatów – tłumaczy.